2002 r.-2010 r.
POSŁUGA DUSZPASTRSKA NA BIAŁORUSI

ZE WSPOMNIEŃ KS. PRAŁATA TADEUSZA KAROLAKA

Nie pamiętam dnia ani godziny kiedy na dźwięk dzwonka, po otwarciu drzwi, zobaczyłem młodego mężczyznę, który przedstawił się jako ksiądz pracujący na Białorusi. Skierował do mnie pytanie czy wiem, gdzie pracuje ks. Mikołajczyk.

Nie wiedziałem.

Nie chcąc odprawić petenta bez odpowiedzi pozytywnej, poprosiłem, jak się w międzyczasie dowiedziałem Księdza Zdzisława Pietraszewskiego do pokoju, postawiłem kawę, i przeszukałem katalog księży warszawskiej diecezji.

Nie znalazłem.

Ksiądz Zdzisław okazał się człowiekiem bardzo kontaktowym i po krótkiej rozmowie podjęliśmy postanowienie: Przyjmę grupę dzieci i młodzieży z Białorusi, na wakacyjny wypoczynek w Grochowej(jest to wieś niedaleko Piaseczna), gdzie na podarowanej mi działce (ponad 9000 m2) kończyliśmy remont domu.

Do szczegółów tego wypoczynku jeszcze wrócę, bo szkoda byłoby pominąć podzielenia się kłopotami jakie wtedy przeżyliśmy.

PRZEPIĘKNE DZIEŁO O GŁĘBOKIEJ WIERZE
I WSPANIAŁECH LUDZIACH

Później następowały po sobie, rok rocznie, wakacyjne "kanikuły". Tak nazywają Białorusini czas wolny od zajęć.

Pewnego dnia wiedziony pragnieniem poznania Białorusi, postanowiłem odwiedzić księdza Zdzisława, pracującego już kilka lat w Nowym Pohoście, a także zaprzyjaźnionych chłopców z obozów. Zainteresował mnie jeden z nich pochodzący z wielodzietnej rodziny - dziesięcioro dzieci - których rodzice pracowali w kołchozie.

Realizując tę wizytę na Białorusi pojechaliśmy do Rosicy, miejsca uświęconego męczeńską krwią dwóch kapłanów i wiernych, spalonych żywcem w stodole.

Po uroczystościach w kościele, wszyscy kapłani i wierni zostali zaproszeni na plebanię aby spotkać się z księdzem biskupem i posilić się na drogę powrotną do domów.

Ks. Zdzisław przedstawił mnie biskupowi Władysławowi Blinowi, który bez wstępnych informacji zaproponował mi prace na Białorusi, w Diecezji witebskiej. Diecezja odczuwała wielki brak księży. Nie wyraziłem zgody na propozycję, ale też nie zaprzeczyłem mówiąc, że dam księdzu biskupowi odpowiedź pisemną gdy wrócę do Polski.. Uczyniłem to w ciągu dwóch tygodni oświadczając, że mogę przyjąć jedną z trzech placówek, które nie mają kapłana.

Były to:

Leonpol - wieś z odbudowaną już kaplicą i trwającą budową kościoła. Na niedzielną Mszę św. przychodziło 15 osób.

Borodzienicze - wieś, z odbudowanym już kościołem ale bez plebanii i o dużych potrzebach remontowych kościoła.

Dzisnę - miasteczko leżące przy ujściu rzek Dzisny do Dzwiny. Tu kościoła nie było. Stary, obronny kościół został wysadzony w powietrze już po działaniach wojennych. Dla potrzeb duszpasterskich jeden z kapłanów dobudował do istniejącej ściany zburzonego kościoła kaplicę, do której w niedzielę przychodziło 15-20 osób.

Wkrótce otrzymałem telefon, który zawiadamiał mnie, że jest wolna parafia, jak twierdził wtedy ksiądz Biskup, dużo lepsza i że proponuje mi jej przyjęcie.

Powtórne odwiedziny Białorusi. Wtedy można było przekraczać granicę na podstawie wykupionego "wałczera". Celem były Hermanowicze.

Oczom moim ukazały się dwie wieże kościoła parafialnego pod wezwaniem Przemienienia Pańskiego, wybudowanego w stylu wileńskiego baroku. Nie mogłem zobaczyć go w środku, a to co zobaczyły moje oczy ukazywało ogrom prac, które trzeba będzie wykonać aby ta perełka architektury kościelnej otrzymała swój pierwotny blask.

Wysiadłszy z samochodu, zobaczyłem na drodze starego człowieka. Z rozmowy dowiedziałem się, że jest członkiem Rady Kościelnej i że zabiegał w Moskwie o przywrócenie parafii i oddanie kościoła do celów religijnych. Wielokrotnie pytał mnie czy przyjadę tu do pracy. Widząc moje wahanie prosił dwukrotnie: "ojczeńka przyjedź do nas".

Po telefonicznym upewnieniu się, przyjechałem do Hermanowicz na stałe. Odwoziły mnie panie z Instytutu Świeckiego Maryi Służebnicy Pańskiej, wiernie towarzysząc w tworzeniu prężnego ośrodka duszpasterskiego i troszcząc się o sprawy materialno bytowe plebanii.

Wielkie oddanie się Panu Bogu, poświęcenie się dla wiary i umiłowanie bliźniego, to streszczenie życia duszpasterskiego Księdza Prałata Tadeusza Karolaka

Gdy pod koniec października 2002 roku przybyłem na Białoruś, widziałem jeszcze nie zagospodarowane kościoły, które bardzo często służyły kołchozom za magazyny zbożowe i na nawozy sztuczne i przeznaczone były na zniszczenie: to w roku 2010 wszystkie były odrestaurowane i powstawały nowe parafie i nowe kościoły. W ciągu ośmiu lat trzykrotnie wzrosła liczba kapłanów. W diecezji Witebskiej w roku 2002 było 35 księży a już w roku 2010 było ich ponad stu. Był to owoc aktywnej działalności Kardynała Kazimierza Świątka i młodego episkopatu białoruskiego, przede wszystkim dzięki działalności dwóch seminariów duchownych w Grodnie i Pińsku, które kształciły młodzież duchowną białoruską.

Z KSIĄŻKI ...KTO PEŁNI WOLĘ BOŻĄ...