Santa Maryja de Guadalupe

Meksyk

Podbicia Meksyku Hiszpanie pod dowództwem Cortesa rozpoczęli w 1519 roku. Podbój trwał do roku 1524. Na miejscu stolicy Azteków Tenochtitlan Hiszpanie zbudowali miasto Meksyk przyszłą stolicę.

Wraz z osadnikami do Meksyku przybywali misjonarze aby nawracać Indian na wiarę katolicką.

Pierwszym biskupem był franciszkanin Juan de Zumarraga. Biskup miał prawdziwe kłopoty, został posłany żeby zająć się jednym z najtrudniejszych miejsc w Chrześcijańskim Świecie.

Mniej niż dekadę wcześniej państwo Meksyk, było rządzone przez jeden z najbardziej satanistycznych reżimów znanych historii. Tylko dekadę wcześniej, był to kraj, gdzie z użyciem ostrego jak brzytwa noża wykonanego z obsydianu nadal bijące serce mężczyzny było wycinane z jego klatki piersiowej i ofiarowane razem z jego ciałem i krwią, żeby przebłagać demoniczne bóstwa czczone przez Azteków.

To był kraj gdzie dekretem królewskim każde miasto w którym znajdowała się świątynia, musiało ofiarować minimum tysiąc ludzi tylko jednemu głównemu demonowi ich religii, nie wspominając już o ofiarach, które musiały być składane innym demonom. Był to kraj, gdzie specjalnie wybrane dzieci były łagodnie wychowywane i rozpieszczane po to, by gdy osiągną właściwy wiek i przybiorą wystarczająco na wadze bardziej płakały, gdy będą torturowane na śmierć.

A dlaczego chciano, żeby dzieci bardziej płakały? Żeby było więcej łez na ofiarowanie dla demonicznego bóstwa deszczu, w nadziei na większe opady. To był kraj, gdzie w szacunkach ich własnych, azteckich historyków imperium ofiarowało jedno na pięć dzieci i gdzie wiadomo, że na co najmniej jedno duże "święto" złożono w ofierze ponad 80 tysięcy ludzi.

Na tylko jedno "święto" 80 tysięcy ludzi! by zadowolić jednego z ich demonów. Ale chociaż konkwistadorzy zatrzymali składanie ofiar z ludzi z wielkiej liczby miejscowych uczyniono niewolników i zmuszano ich do pracy w kopalniach. W rezultacie, Indianie zaczęli przeciwstawiać się Hiszpanom jeszcze bardziej niż Aztekom. Sytuacja zrobiła się tak napięta, że wielkie powstanie wydawało się być nieuchronne, a do tego, główny rządca nakazał uwięzić każdego kto by próbował bronić praw Indian.

Doszło do tego, że księża byli ściągani siłą z ambon i zamykani w więzieniach za sam fakt, że ośmielił się krytykować tę sytuację. Tak że biskup, franciszkanin Juan de Zumarraga miał poważne problemy. Teraz był odpowiedzialny przed Bogiem nie tylko za ochronę i nawracanie Indian, ale również musiał troszczyć się o duszę Hiszpanów, co obejmowało także tych tyranów przy władzy.

Ale to nie był taki biskup, który by siadł, załamał ręce i robił sondaże opinii publicznej. To był prawdziwy mężczyzna. Przemodlił to... A później wyszedł i zabrał się do roboty. Wywołał wściekłość wśród rządzących poprzez publiczne głoszenie kazań przeciwko nim i ich grzesznym nadużyciom władzy. Ale gdy to nie przyniosło oczekiwanego efektu, w 1530 roku, krótko po tym jak objął biskupstwo obłożył miasto Meksyk intredyktem. A co to oznacza, że obłożył miasto Meksyk intredyktem? To oznacza, że wydał nakaz zaprzestania udzielania sakramentów wiernym, z wyjątkiem sytuacji gdy ktoś umierał. Tym wreszcie zwrócił u wszystkich niepodzielną uwagę. Król interweniował i Indianom zostały przywrócone podstawowe prawa, ale wykorzystywanie miejscowych pozostawiło swój ślad. Po napotkaniu tylu złych przykładów, nie było wielką niespodzianką, że Indianie nie byli szczególnie zainteresowani nawracaniem się na Katolicyzm.

Ale biskup powierzył przyszłość "Nowej Hiszpanii" i nawrócenia Indian pod opieką Naszej Pani i poprosił, by Ona potwierdziła wysłuchanie modlitwy poprzez przysłanie mu kastylijskich róż.

W sobotę 9 grudnia 1531 roku Juan Diego, a teraz Święty Juan Diego Indiański wdowiec, który miał wtedy około 55 lat i mieszkał ze swoim wujkiem, wyruszył pieszo w około sześcio-milową trasę, żeby być na Mszy Świętej i wziąć udział w lekcji katechizmu.

Ścieżka wiodła przez wzgórze zwane Tepeyac najwyższe wzniesienie w sąsiedztwie miasta Meksyk, A gdy podchodził pod górę, słyszał najpiękniejszą muzykę, ptaki śpiewały w sposób jakiego jeszcze nigdy nie słyszał. Gdy muzyka ustała, usłyszał głos kobiety wołającej go po imieniu w jego rodzimym języku.

Juanito! Mój mały Juan, mój drogi mały Juan. Z okolicy miejsca skąd dochodził głos ujrzał jaskrawo biały obłok, a potem nagle zobaczył Naszą Panią stojącą pośrodku tego obłoku.

Nasza Pani zapytała: "Juanito mój synu, gdzie idziesz?" A on odpowiedział: "Moja Święta, Moja Pani, idę na Mszę i lekcję katechizmu u ojców którzy nas uczą". Nasza Pani powiedziała: "Mój drogi synu, musisz wiedzieć... że ja jestem Maryją Dziewicą, matką boga Prawdziwego, który jest autorem życia... stwórcy wszystkich rzeczy, Pana Nieba i Ziemi, który jest wszechobecny". "Pragnę,żeby został wybudowany tutaj kościół, w którym jako wasza najbardziej miłosierna matka, okażę swoją miłość i współczucie, które odczuwam dla miejscowych oraz dla tych którzy mnie kochają i poszukują". "Dla wszystkich którzy błagają o moją ochronę, którzy wzywają mnie w swoich trudach i cierpieniach w których wysłucham ich płaczu i błagań, bym mogła dać im pocieszenie i ulgę". Dlatego,żeby moja wola mogła się wypełnić, musisz udać się do miasta Meksyk, do pałacu biskupa który tam mieszka i powiedzieć mu, że ja cię posłałam." "Że życzę sobie by wybudowano w tym miejscu kościół. Powiedz mu o wszystkim co widziałeś i słyszałeś i bądź pewien, że będę bardzo wdzięczna i wynagrodzę cię za zrobienie wszystkiego o co cię proszę." Święty Juan pokłonił się i powiedział że zrobi to o co go prosi i natychmiast wyruszył do miasta Meksyk.

W pałacu biskupim, słudzy kazali mu czekać długi czas zanim został poprowadzony na spotkanie z biskupem. Biskup cierpliwie wysłuchał historii Świętego Juana a potem poprosił go, by przyszedł o tym pomówić w inny dzień.

Święty Juan poszedł z powrotem do Tepeyac prawie o zachodzie słońca spotkał tam Naszą Panią która na niego czekała. Ukląkł przed nią i prosił, żeby wysłała kogoś ważniejszego i bardziej dostojnego by zrobił to, o co prosiła.

Nasza Pani się uśmiechnęła i powiedziała Świętemu Juanowi by poszedł do biskupa rano i powtórzył mu jej prośbę.

Zatem następnego ranka,Juan znów poszedł, ale tym razem upłynęły długie godziny zanim zaprowadzono go do biskupa. Żeby mieć pewność że nie było to zwiedzenie demoniczne biskup poprosił o znak od Naszej Pani. Święty Juan zapewnił biskupa, że Nasza Pani da mu znak jakiego chciał i ruszył w drogę w kierunku wzgórz.

Biskup nakazał dwóm sługom by śledzili Juana i patrzyli co będzie robił. Ale gdy Święty Juan dotarł do podstawy wzgórza oni nagle zgubili jego ślad. Pomyśleli, że zostali wystrychnięci na dudka przez Indianina, który ich zgubił. Powrócili zagniewani do biskupa i sugerowali, że powinien zostać wychłostany jeśli jeszcze raz ośmieli się powrócić.

W między czasie, Święty Juan natrafił na Naszą Panią oczekującą go na szczycie wzgórza. Powiedział jej, że biskup miał wątpliwości i chciał otrzymać znak. "Niech tak się stanie" odpowiedziała Nasza Pani, "Wróć tutaj jutro i będziesz miał znak dla biskupa. Wtedy on ci uwierzy. Bądź pewny, że ja wynagrodzę cię za wszystko co zrobiłeś. Idź już teraz, a jutro ja będę tu na ciebie czekała."

Święty Juan pospieszył do domu i zastał tam swojego wujka śmiertelnie chorego na tyfus. Wujek poprosił Świętego Juana by przyprowadził księdza by wysłuchał jego spowiedzi i udzielił mu Namaszczenia Chorych.

W bardzo wczesny poranek 12 grudnia Święty Juan wyruszył by sprowadzić księdza. Ale ponieważ nie wypełnił jeszcze prośby Naszej Pani, zdecydował, ze pójdzie inną drogą, dookoła wzgórza żeby mieć pewność że przypadkiem na Nią nie wpadnie. Pomimo, że szedł inną drogą myślał, że będzie mógł się prześlizgnąć bez zostania zauważonym przez Naszą Panią.

Zauważył Ją schodzącą w dół, i idącą wprost na niego by go przechwycić na jego ścieżce. "Mój drogi Juan, gdzie idziesz, cóż to jest za droga którą wybrałeś?" zapytała. W zawstydzeniu, złapany na próbie przejścia chyłkiem dookoła wzgórza, Święty Juan dał odpowiedź która jest dokładnie klasyczną odpowiedzią świętego dla Matki Bożej.

"Bóg z tobą droga pani, czy dobrze pani spała i jak tam zdrowie?". Możemy sobie jedynie wyobrazić uśmiech na twarzy Naszej Pani :):):).

Ale zaraz potem, gdy tylko Święty Juan się pozbierał powiedział, że wykona jej polecenie gdy tylko... znajdzie księdza który wysłucha spowiedzi jego wujka i da mu sakrament Namaszczenia Chorych.

Nasza Pani odpowiedziała: "Posłuchaj, i niech to co powiem przeniknie ci serce mój drogi synu. Nie bądź zmartwiony ani przygnębiony smutkiem. Nie obawiaj się żadnej choroby i nie niepokój się. Czyż nie ma mnie tutaj? Mnie któram jest twoją matką." "Czyż nie jesteś pod moją opieką? Czyż nie trzymam cię w połach mojego płaszcza." "Czy jest coś jeszcze czego potrzebujesz?" "Nie martw się chorobą twojego wujka. W tej chwili jest on uzdrowiony."

"A teraz synu, idź na szczyt wzgórza. Znajdziesz tam wiele kwiatów. Zbierz je razem i przynieś je tutaj do mnie." Święty Juan pospieszył na szczyt wzgórza i znalazł tam wiele rodzajów pięknych kwiatów włączając w to kastylijskie róże w pełnym rozkwicie, Zebrał ich ile tylko weszło do jego płaszcza, który w tych stronach nazywa się "tylmą" i przyniósł je do Naszej Pani, która jak dobra matka poukładała te wszystkie kwiaty i powiedziała: "Mój synu, te róże są znakiem który zabierzesz do biskupa.

Powiedź mu w moim imieniu, że w tych różach zobaczy moją wolę i że musi ją wypełnić." Ostrzegła też Świętego Juana, by nie pozwolił nikomu zobaczyć tego co niósł, dopóki nie znajdzie się w obecności biskupa i wysłała go w drogę. Święty Juan pospieszył do pałacu biskupiego i raz jeszcze poprosił o widzenie z biskupem.

Słudzy zostawili go oczekującego na zewnątrz pod bramą pałacu przez prawie cały dzień. Później, jeden ze sług, chciał się dowiedzieć co Święty Juan chował ułożone w wiązkę w swoim płaszczu, jednak Święty Juan nie odpowiedział. Dojrzeli jednak w przelocie kwiaty i nie mogli uwierzyć własnym oczom-świeże kwiaty w grudniu! I o dziwo, gdy tylko próbowali uchwycić kilka z nich, kwiaty zdawały się wtapiać w tkaninę w jakiś sposób zmieniały się w haftowane róże. Sługa pobiegł i opowiedział o tych osobliwościach biskupowi... który do tej chwili nie miał pojęcia, że Święty Juan czekał na widzenie z nim przez cały dzień.

Biskup nakazał, żeby natychmiast wprowadzić Świętego Juana. Święty Juan opowiedział historię jak poprosił Naszą Panią o znak, potem otworzył swój płaszcz i wypadły z niego bukiety kwiatów w tym kastylijskich róż. Dokładnie ten znak o który biskup prosił w modlitwie i oczywiście na płaszczu był też obraz.

Wszyscy upadli na kolana i po chwili, biskup objął Świętego Juana Diego i poprosił go o przebaczenie, że nie uwierzył mu wcześniej. Zabrał płaszcz Juana i powiesił go w swojej kaplicy.

Święty Juan został na noc jako honorowy gość biskupa. A rano poprowadził biskupa na wzgórze i wskazał dokładnie miejsce gdzie Nasza Pani poprosiła by wybudowano kościół.

Jako, że bardzo chciał zobaczyć swojego wujka, biskup wyznaczył strażnika, żeby towarzyszył mu w drodze do domu. Gdy tam dotarł, zastał wujka w doskonałym zdrowiu. Święty Juan był podekscytowany i opowiedział całą tą historię wujkowi, który przerwał mu tylko raz, żeby się dowiedzieć...Kiedy Nasza Pani obiecała go uzdrowić. A kiedy Święty Juan skończył, jego wujek miał swoją historię do opowiedzenia. Powiedział, że dokładnie o tej samej godzinie, gdy Nasza Pani obiecała Świętemu Juanowi, że uzdrowi jego wujka jasne światło wypełniło ich dom i Nasza Pani ukazała mu się... Natychmiast go uzdrowiła i powiedziała mu, że chce być znana jako Santa Maryja de Guadalupe. I teraz Guadalupe jest interesującym wyrazem.

Po hiszpańsku "Guadalupe" jest nazwą znanego od antycznych czasów hiszpańskiego Sanktuarium Maryjnego, a przez Bożą Opaczność, w języku Azteków "Guadalupe" brzmi tak jak słowo, które oznacza... "Ta, która zmiażdży węża" Tak że to słowo znaczy coś zarówno dla Hiszpanów jak i dla Indian.

W przeciągu dwóch tygodni, mała ładna kapliczka została wybudowana w miejscu wskazanym przez Naszą Panią. A w dzień po Bożym Narodzeniu, obraz Naszej Pani został tam przeniesiony.

To był niesamowity widok... Hiszpanie byli podekscytowani ale Indianie byli w siódmym niebie. Wznosili okrzyki: "Dziewica jest jedną z nas!", "Nasza Pani jest jedną z nas!"

W tym podnieceniu, niektórzy z nich zaczęli strzelać w górę z łuku Jeden z Indian trafił strzałą drugiego w szyję, co natychmiast go zabiło. To zakończyło zabawę. Zabrali ciało i ułożyli je u stup Naszej Pani w kaplicy i zaczęli modlić się o cud. Gdy się modlili, nagle umarły otworzył oczy, usiadł potem wstał zupełnie uzdrowiony.

Przez resztę swojego życia wdzięczny Indianin zamiatał w kaplicy podłogę i tam wykonywał różne inne prace żeby pokazać swoją wdzięczność za wielkie miłosierdzie które Nasza Pani m okazała. Przy samej kaplicy wybudowano niewielkie mieszkanie gdzie ten Indianin wskrzeszony z umarłych zamieszkał wraz z Juanem Diego.

Wszystkie te objawienia Naszej Pani oraz jej cudowny obraz na płaszczu wywołały ogromne wrażenie na Indianach. Symbolizm obrazu był dla nich zrozumiały. Kobieta przyćmiewa Słońce. Ale jest też odziana w promienie słoneczne To oznacza, że Ona musi być potężniejsza niż ich bóg Słońca. Ona stoi na Księżycu, więc musi być większa niż ich bóg Księżyca. Wspiera ją anioł, więc jest bytem niebieskim wyższym niż duchy anielskie. Niebiesko-zielony kolor welonu jest zarezerwowany dla bóstwa, ale jej ręce są złączone w modlitwie a jej głowa i jej oczy są opuszczone, więc Ona nie jest wszechmocna. Białe futro przy szyi i końcówkach rękawów są symbolem godności królewskiej, podobne jak złote gwiazd i frędzle. Na szyi jest mały wisiorek a na nim jest czarny krzyż symbol Boga hiszpańskich ojców. Ma zawiązaną czarną szarfę, która oznacza, że Ona jest w stanie błogosławionym.

Gdy Indianie zapytali: "Któż jest dzieckiem tak szlachetnej i wspaniałej matki?" Poznali odpowiedź,że jest to Nasz Pan i Odkupiciel Jezus Chrystus, który jest nie tylko Synem Dziewicy, ale również Synem jedynego Prawdziwego Boga.

Efekt jaki to wywołało na Indianach był absolutnie niesamowity! Do roku 1541 mniej więcej 10 lat po objawieniach Naszej Pani, było około 10 milionów Indian którzy nawrócili się z pogaństwa, 10 milionów pogan nagle porzuciło życie w poligamii i robienia czego im się żywnie podobało i idolatrii. I przeszło do prawdziwego Kościoła, a jak wszyscy wiemy jest tu wiele reguł.

Co do liczby chrztów, to jest jak Zesłanie Ducha Świętego, w każdy dzień przez 10 lat. nigdy takie wydarzenie nie miało miejsca w historii. Nigdy.

Ojciec Toribio jeden z Indiańskich misjonarzy napisał cytat: "Gdybym nie zobaczył tego na własne oczy, nie zaryzykowałbym tego sprawozdania, muszę potwierdzić, że ja sam i jeszcze jedn ksiądz w pięć dni ochrzciliśmy czternaście tysięcy dwieście kilka dusz" koniec cytatu, w pięć dni więcej niż czternaście tysięcy chrztów!

Indianie dosłownie błagali żeby zostać Katolikami. Gdy ojcowie zbliżali się do wioski oni wybiegali, klękali i zaczynali robić znaki jakby wylewali wodę na swoje głowy i tak dalej, błagając o chrzest i żeby mogli zostać Katolikami.

Płaszcz z wizerunkiem jest zrobiony z szorstkich tkanych włókien agawy, to jest płótno które normalnie rozpada się po dwudziestu trzydziestu latach. Chociaż ma prawie pięćset lat i wisiało kompletnie odkryte przez całe stulecia, tak, że każdy kto tylko chciał mógł podejść, pocałować je, dotknąć, dotknąć czymś i tak dalej, materiał nigdy się nie rozłożył. płótno jest tak cienkie, że patrząc z drugiej strony, można przez nie widzieć na wylot. Jeśli chodzi o sam obraz, analiza przeprowadzona przez specjalistów z meksykańskiego oddziału Kodaka doprowadziła do konkluzji że obraz przypomina najbardziej kolorową fotografię niż malowidło lub cokolwiek innego.

Do dziś przeprowadzono wiele naukowych studiów nad tą tkaniną. Ostatnie takie badania przeprowadzone przez biofizyków z uniwersytetu na Florydzie doprowadziło do następujących wniosków, cytat: "Oryginalnie obraz jest nadprzyrodzony" koniec cytatu.

Badania w ostatnich dekadach ujawniły obrazki zapisane w źrenicach Naszej Pani na obrazie. Święty Juan Diego, biskup i jeszcze co najmniej jeden człowiek są widoczni, odbici w źrenicach Naszej Pani Dokładnie tak jak wyglądało by to gdybyśmy mieli fotografię normalnego oka (od tłumacza) "gdy Święty Juan otworzył płaszcz i na podłogę wypadły kwiaty". Jest tego znacznie więcej, ale nie mamy na to czasu.

Nie jest zaskoczeniem, że demony zainspirowały plan b zniszczyć płaszcz z obrazem "Tej która miażdży węża". 14 listopada 1921 roku podczas szczytu masońskich prześladowań w Meksyku, bomba zegarowa została ukryta w wazie z kwiatami którą, umieszczono zaraz pod płótnem na ołtarzu. Bomba wybuchła nie w oznaczonym czasie, ale stało się to gdy w świątyni sprawowana była Msza Święta.

Każdy jeden witraż w bazylice został roztrzaskany kawałki marmuru zostały wyrzucone siłą eksplozji z sanktuarium. Potężny krucyfiks z brązu. krucyfiks z ołtarza zwinął się jak drewniany wiór. Można łatwo zobaczyć zdjęcia, wygląda jakby ktoś strugał drewno i odciął to jak wiór. Ale nikt nie ucierpiał, ani ksiądz ani ministranci którzy w chwili wybuchu byli przed ołtarzem. Nie było na tkaninie żadnego znaku i nawet szyba znajdująca się przed nią nie została draśnięta.

Dwudziestu pięciu papieży wydało dekrety dotyczące Świętego Obrazu Naszej Pani z Guadalupe. Między innymi zadeklarowali, że jest Ona patronką Meksyku i Ameryki Łacińskiej, oraz że jest władczynią obydwu Ameryk co oznacza, jest naszą władczyni (tłum: kazanie zostało wygłoszone w USA).

Z pewnością jest Ona patronką wszystkich z nas, którzy uczestniczymy w tej straszliwej bitwie z Mocami i Władzami które stoją za kulturą śmierci, to "neo-pogańskie odrodzenie" w którym się teraz znajdujmy.

Ona jest naszą władczynią, naszą patronką i naszą matką. Zawsze gdy jest nam trudno, możemy medytować nad tymi słowami pocieszenia które wypowiedziała: "Nie bądź zmartwiony ani przygnieciony smutkiem. Nie obawiaj się żadnej choroby i nie niepokój się. Czyż nie ma mnie tutaj? Mnie któram jest twoją matką. Czyż nie jesteś pod moją opieką? Czyż nie trzymam cię w połach mojego płaszcza? Czy jest coś jeszcze czego potrzebujesz? Czyż nie ma mnie tutaj? Mnie która jestem twoją matką?"

Uklęknijmy i zakończmy modlitwą "Zdrowaś Maryja" prosząc ją, by trzymała nas bezpiecznych w połach swojego płaszcza.


Zdrowaś Maryjo, łaski pełna, Pan z Tobą,
błogosławionaś Ty między niewiastami,
i błogosławiony owoc żywota Twojego, Jezus.
Święta Maryjo, Matko Boża,
módl się za nami grzesznymi
teraz i w godzinę śmierci naszej.

Ksiądz głoszący te kazania należy do
Bractwa Kapłańskiego Świętego Piotra (FSSP)
które jest w pełnej komunii z Rzymem. Prosi o anonimowość oraz o
3 x "Zdrowaś Maryio"

Tłumacz prosi o jedno
"Zdrowaś Maryjo"
za jego samego i jego rodzinę.